refleksje na temat rozwoju osobistego

ROZWOJOWE PRZEMYŚLENIA I MOJE DWIE NAJWAŻNIEJSZE KSIĄŻKI

W ostatnim czasie przeżywałam coś, co określić można jako niechęć do szeroko pojętych tematów rozwojowych. Od lektury pierwszej książki na temat rozwoju osobistego, głównie w wymiarze duchowym, minęło już kilka lat. Przez długi czas doświadczałam samych pozytywnych zmian w wyniku tego nowego dla mnie spojrzenia na życie. Odkąd zaczęłam pisać blog, zetknęłam się tematem rozwoju na wielu innych płaszczyznach. Zaczęłam dużo czytać i chłonąć tę nową wiedzę. Jednak (z małymi wyjątkami) nie wniosła ona do mojego życia znaczących zmian na lepsze. Wręcz przeciwnie, po jakimś czasie zaczęłam odczuwać zmęczenie i przesyt tymi tematami.

Długo zastanawiałam się nad tym, gdzie leży problem. Czy rozwojem i samodoskonaleniem można się zmęczyć? Czy ja się zmęczyłam? Czułam pewien dyskomfort, ale nie wiedziałam, co dokładnie jest nie tak. Któregoś pięknego dnia doznałam olśnienia.

 

Nie zmęczyłam się rozwojem, tylko natłokiem informacji

Ta prosta prawda, która się przede mną odsłoniła podczas jednego z długich spacerów sprawiła, że odczułam ulgę. Odkryłam, co tak naprawdę teraz przeżywam.

Nie zmęczyłam się rozwojem samym w sobie. To piękna droga. Nauczyłam się wiele o sobie i naturze ludzkiej w ogóle. Potrafię przyglądać się własnym emocjom, być dla siebie wyrozumiała, traktować siebie z troską. Z większą uwagą słucham innych. Często unikam niepotrzebnych konfliktów, gdyż nie upieram się za wszelką cenę przy własnym zdaniu. Poznałam znaczenie akceptacji. Pracuję nad pozbywaniem się ograniczających przekonań.

Gdzieś po drodze wpadłam w wir tematów rozwojowych i zrobiło się tego po prostu za dużo. Za dużo informacji i komunikatów docierających za pośrednictwem Facebooka czy Instagrama. Niezliczone porady, sposoby i motywacyjne hasła… Co jeść, czego nie jeść, o której wstawać, pozwalać sobie na negatywne emocje, nie pozwalać sobie na negatywne emocje… Myślałam sobie, że skoro jestem osobą świadomą, to powinnam postępować zgodnie z większością tych porad, a czasem już nie wiedziałam, o co tak naprawdę chodzi. Zamiast spokoju pojawił się chaos, a ja stwierdziłam, że mam dość i zapragnęłam od tego odpocząć.

Jestem osobą, która nie lubi nadmiaru czegokolwiek, za to lubi proste rozwiązania. Taka ilość dodatkowej wiedzy na tematy rozwojowe nie była mi potrzebna. Dostrzegłam to dopiero teraz. I teraz, kiedy już widzę pewne rzeczy bardziej klarownie, cieszę się, że poznałam różne spojrzenia na rozwój, gdyż wiem na przykład, co do mnie przemawia, a co zupełnie się nie sprawdza. Wiem też, że nie muszę stosować się do wszystkich porad, jakie czytam i moje życie nic na tym nie straci.

 

Krótka refleksja na temat kiedyś

Gdy byłam jeszcze młoda (wiekiem ;)) ani ja, ani nikt z mojego otoczenia nie miał pojęcia o czymś takim jak rozwój osobisty czy duchowy. Nikt o tym nie słyszał, a jednak można było być szczęśliwym. Pojawienie się i popularność tego tematu była chyba naturalnym następstwem rosnącego tempa życia. Kiedyś nie trzeba było uczyć człowieka dostrzegania kwitnących kwiatów, życia zgodnie z porami roku, spokojnego spożywania posiłków czy tego, że można mieć mało w sensie materialnym, a i tak odczuwać spokój i zadowolenie. Gdzieś po drodze tempo, jakie ludzie sami sobie narzucili, stało się zbyt dużym obciążeniem dla umysłu i ciała. Trzeba było nauczyć się pewnych rzeczy na nowo, aby nie zatracić się w natłoku obowiązków, wymagań, zobowiązań i spraw do załatwienia.

Kiedyś…

Kiedyś działo się mniej, ale więcej w tym było prawdziwego przeżywania, bycia z drugim człowiekiem i bliskości z naturą. Kiedyś łatwiej było złapać oddech. Teraz często o tym oddechu trzeba sobie specjalnie przypominać. Po to też powstał ten blog. Aby przypominać. Bo niestety takie czasy nastały. Rozwój też często polega na tym, aby odzyskać to, co straciliśmy – kontakt ze sobą i z naturą. Ale nie wszystkie sposoby sprawdzają się u każdego.

 

To, że coś sprawdza się u kogoś innego, nie znaczy, że ja też się w tym odnajdę

Kiedy zaczęłam pisać blog, dużo czytałam, eksperymentowałam, próbowałam nowych rzeczy. Teraz przypomina mi to trochę doświadczenia Gretchen Rubin, autorki Projektu Szczęście. Podejmowała się ona różnych działań, które miały pomóc jej w osiągnięciu wyższego poziomu szczęścia. Część z nich spełniła swoje zadanie. Jeśli jednak jakieś działanie nie sprawdziło się, rezygnowała z niego. U mnie było tak, że albo rezygnowałam, bo czułam, że to zupełnie nie dla mnie, albo nie zgłębiałam dalej danego tematu, właściwie z tego samego powodu. Nic na siłę.

Na przykład joga. Jako łagodna gimnastyka – uwielbiam, bo świetnie się po niej czuję i nie boli mnie kręgosłup. Ale nic ponad to, nie wiążę z nią żadnego głębokiego, duchowego przeżywania. Zwyczajnie nie czuję tego w ten sposób. Może nie jestem gotowa, a może to nie dla mnie. Ale jest tak, jak jest.

Medytacje? Tak, ale bez żadnych szczegółowych instrukcji co do techniki, czasu trwania czy częstotliwości. Jak mam czerpać korzyść z medytacji, podczas której zastanawiam się tylko, czy robię to we właściwy sposób? Ja potrzebuję tylko zostawić siebie w spokoju, nie narzucać żadnych wytycznych, pobyć chwilę w ciszy i skupić się na spokojnym oddechu. Najprostsza medytacja i również skuteczna. Nie muszę też robić tego codziennie, bez medytacji moje życie również może być świadome i piękne.

Wstawanie o 5.30? Nie przyjęło się u mnie i postanowiłam się do niego nie zmuszać. Nie jestem do końca przekonana, czy to takie zdrowe, bo mój organizm mocno protestował przeciw takim pobudkom i wcale nie czułam się dobrze w ciągu dnia. Odpuściłam więc. W pełni zadowolę się wynikiem 6.30, ale to wiosną, bo na razie, zimą, pozwalam sobie na to, by pospać dłużej, jeśli mam taką możliwość. A bardzo wczesne pobudki zostawię sobie na wyjątkowe okazje, takie jak wschody słońca latem.

Nie wszystkie poznane na drodze rozwoju praktyki wprowadziłam do swojego życia. Każdy z nas jest inny, żyjemy inaczej, funkcjonujemy inaczej. Naprawdę nie trzeba praktykować jogi kundalini, ani słuchać mantr, jeśli ktoś tego nie czuje, żeby cieszyć się życiem, odczuwać radość, szczęście i mieć dobre relacje z innymi. Są różne drogi, trzeba po prostu odnaleźć własną.

 

Dwie najważniejsze książki

Pierwszą z nich jest Potęga teraźniejszości Eckharta Tolle. Ta książka otworzyła mi oczy i naprawdę zmieniła moje życie na lepsze. Dzięki niej zaczęłam przeżywać je pełniej i bardziej świadomie; zaczęłam widzieć więcej. Nauczyłam się dostrzegać własne emocje i z większym zrozumieniem patrzeć na drugiego człowieka. Tak naprawdę na tej książce (a po drodze innych tego samego autora) mogłabym poprzestać, bo właśnie te nauki były dla mnie najbardziej cenne.

Trafiłam jednak na jeszcze jedną interesującą lekturę – Możesz uzdrowić swoje życie autorstwa Louise Hay. Nauki Louise stały się dla mnie bardzo ważne, gdyż dotyczą one miłości do siebie. Autorka ta w mądry i ciepły sposób pisze o tym, że czysta miłość i akceptacja siebie jest kluczem do rozwiązania wszelkich problemów. W swojej książce uczy, jak pozbyć się ograniczających przekonań, jak wybaczać, jak pozbyć się urazy, a nade wszystko – jak pokochać i wspierać samego siebie.

Nie twierdzę, że nie będę czytać już żadnych innych książek o rozwoju osobistym. Nie wiem, jakie książki będę czytać i co mnie zainteresuje. Teraz czytam romanse i świetnie się przy nich bawię. Za chwilę może to być zupełnie coś innego (choć zawsze będą to książki pozytywne, bo tylko takie wybieram).

 

Czas na porządki, czas na zmiany

Kilka dni temu pisałam na swoim Instagramie, że nie jest moim celem dążenie do świętości ani żadnej doskonałości. Jestem niedoskonałym człowiekiem, zdarzają mi się potknięcia, nie robię wszystkiego idealnie i nie zawsze postępuję właściwie. Uważam, że wykonałam ogromną pracę nad sobą, aby być lepszym człowiekiem, jednak doskonała nigdy nie będę. I wcale nie muszę. A rozwój osobisty nie polega na pochłanianiu coraz to nowych treści na ten temat. Jeśli ktoś tego właśnie potrzebuje, to oczywiście może. Ja odczułam przesyt i dla mnie jest to znak do zrobienia porządków.

To właśnie jest część mojego olśnienia. Ten etap, który przeżywam i którego nie rozumiałam, to jest czas na oczyszczenie swojej przestrzeni i odfiltrowanie tematów, z którymi nie jest mi już po drodze. Zamiast tego pora zrobić miejsce na tematy, z którymi jest mi bardziej po drodze, a które zostały przeze mnie trochę zapomniane. I o nich być może napiszę jeszcze na blogu :).

12 komentarzy

  • Avatar
    Magdalena

    Bardzo wartościowy wpis:) Kilka lat temu odczuwałam podobny natłok informacji. W pewnym momencie przestałam czytać książki dotyczące rozwoju duchowego i pochłaniałam jedynie literaturę piękną i klasyczną.

    Obecnie nadal lubię zajrzeć do poradników czy pozycji rozwojowych, ale staranniej je dobieram.
    Uważam, że wszystkie porady trzeba sprawdzać na sobie. Ja lubię dzielić się z innymi swoimi odkryciami i tym, co u mnie się sprawdziło. Być może to także zainspiruje innych a może nie.

    U mnie na przykład nie sprawdzają się medytacje prowadzone bądź takie, które wymagają technik. Lubię oddychać w swoim tempie i siedzieć tak, by było mi wygodnie;)
    Pozdrawiam cieplutko:)

    • Marta
      Marta

      Dziękuję Ci bardzo za komentarz :). Cieszę się, że ktoś mnie rozumie. Ja właśnie teraz mam taki etap, że przerzuciłam się na zupełnie inną literaturę, bardziej rozrywkową, bo właśnie tego mi teraz brakuje. Co do sprawdzania porad, to fakt, trzeba mieć dystans, bo nie wszystko pasuje do nas, do naszego życia. U kogoś może się świetnie sprawdzać, a u nas niekoniecznie. Pozdrawiam słonecznie! :*

    • Avatar
      Love Your Healthy Life

      Dla mnie rozwój osobisty to proces, droga, którą przemierzam z coraz większą świadomością. Czasem trzeba zrobić dwa kroki w tył, dokopać się do samego dna duszy, dotknąć emocji, przyglądać się im. Następnie odnaleźć prawdziwą naturę człowieka a na końcu Boga. I tez miałam tak jak Ty, denerwowało mnie samo słowo „rozwój”, buntowałam się, bo to zaczęło być modne. Ale jako społeczeństwo wkroczyliśmy już w inny wymiar rzeczywistości, nastąpiła ewolucja myśli, poglądów. Staliśmy się bardziej świadomi niż nasi rodzice. Ten proces trwa. I niektórzy buntują się nadal powtarzając, ze nie pasują do tego świata. Ale w każdym świecie, jaki by nie był, trzeba nadążać.
      To tylko moje skromne spostrzeżenia. Ja tak to przechodziłam, ale tak jak napisałaś, nie wszyscy musimy mieć tak samo.
      Pozdrawiam.

  • Avatar
    Ula - wmojejnaturze.pl

    Marta, jak najbardziej rozumiem ten przesyt informacji, o którym piszesz. Myślę, że w każdej dziedzinie łatwo wpaść w taką pułapkę. Dlatego jestem zdania i zawsze to podkreślam w moich blogowych wpisach, żeby najpierw wsłuchać się w siebie i siebie samej zapytać, co jest dla mnie dobre. Ja na przykład zupełnie nie czuję jogi i nie zamierzam jej praktykować. A medytacje uważnościowe polubiłam, kiedy zrezygnowałam z tych prowadzonych i zaczęłam się po prostu skupiać na oddechu, wsłuchiwaniu w swoje ciało i emocje. Pewnie jeszcze wiele do odkrycia przed nami, ale najważniejsze, żeby rozwijać się w zgodzie ze sobą, a nie z najlepszymi nawet radami. Pozdrawiam ciepło i dziękuję za szczery wpis. Takie są najlepsze 🙂

  • Avatar
    puch ze słów

    Dlatego ja często zaznaczam gdy o czymś piszę że każdy z nas jest inny i wiele spraw to sprawy indywidualne. Często też wspominam o tym żeby brać dla siebie tylko to co podpowiada intuicja a resztę pominąć. Uważam też że we wszystkim można odszukać coś dla siebie, czasami to tylko dwa słowa… Ja staram się właśnie wybierać w informacjach od innych to co jest mi potrzebne w danym momencie inne rzeczy zostawiam i nie zagłebiam się nie tracę energii. Też Cię rozumiem, domyślam się co masz na myśli. Ja też bywam zmęczona tym co do mnie dociera… Trzymam za Ciebie kciuki, baw się dobrze :) pozdrawiam!

  • Avatar
    nicolestraveljournal

    Kiedyś bardzo lubiłam czytać o rozwoju osobistym, ale potem miałam dosyć tego tematu. Patrząc na to, ile jest książek, artykułów, porad, które przedstawiają totalnie odmienne, sprzeczne informacje to nawet nie chcę po nie sięgać. Wolę się skupić na własnym życiu, celach i działać zamiast czytać o tym, jak żyć. Joga i medytacja do mnie nigdy nie przemiawiały, a wstawanie o 5 rano to dla mnie najbardziej nielogiczna „moda” w tym temacie. Wolę mieć godzinę czy 2 więcej wieczorem niż zmuszać się do wstawania o porze, o której nigdy sama z siebie bym nie wstawała ;)

    • Marta
      Marta

      Zgadzam się, mam podobnie :). Po co się zmuszać do czegoś, co nam nie służy? Również nie sięgam w tej chwili po takie lektury, wolę się skupić na innych obszarach mojego życia.

  • Avatar
    Bożena

    Możesz uzdrowić swoje życie autorstwa Louise Hay czytałam, Potęgę teraźniejszości własnie czytam i czuję jak wnosi do mojego życie nowe spojrzenie, które przechodzi powoli w praktykę. Chociaż z drugiej strony, trochę przegadana. Mniej a treściwiej byłoby łatwiejsze do strawienia. Zgadzam się z Tobą, chociaż mam na swojej półce jeszcze inne ciekawe pozycje. Mnie do pracy nad sobą zachęciła lata temu książka Rozmowy z Bogiem (I tom w szczególności) Walscha.

    • Marta
      Marta

      Być może jeszcze kiedyś sięgnę po jakieś rozwojowe pozycje, teraz jednak przerzuciłam się na lekkie książki obyczajowe, dzięki którym mogę oderwać się trochę od myślenia o trudnej sytuacji, w jakiej wszyscy się znaleźliśmy. Dziękuję za komentarz :)

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *