pamiętnik uważności

Z PAMIĘTNIKA UWAŻNOŚCI: KWIECIEŃ

“Tego roku kwiecień nadszedł cichuteńko, przynosząc ciepłe promienie słońca i łagodny powiew wiatru. Wkrótce jednak niespodziewana śnieżna burza przybyła z północy i pokryła cały świat śniegową pierzynką.
    – Śnieg w kwietniu jest paskudny – powiedziała Ania. – Jak uderzenie w twarz zamiast pocałunku.”
L.M. Montgomery, Ania ze Złotego Brzegu

 

U nas również kwiecień oprószył śniegiem, oszczędzając nam jednak tak mocnych wrażeń jak śnieżna burza. Ale jest to miesiąc, w którym, jak wiemy, „pogodowo” może zdarzyć się wszystko. I najlepsze co można zrobić, to zaakceptować go takim, jaki jest.

“Pocałunek” jednak również się pojawił (mówiąc językiem Ani). Przez większą część miesiąca było po prostu obłędnie słonecznie. I nie pamiętam czasów, kiedy w kwietniu można było się opalać!

Zapraszam Cię na moje kwietniowe podsumowanie :)

 

Świadome przeżywanie

Przede mną kolejna kartka z pamiętnika uważności. Tak jak w zeszłym miesiącu, czujnie obserwowałam zarówno siebie, jak i to, co działo się dookoła. Dotyczyło to zmian w przyrodzie, moim samopoczuciu, wydarzeń, emocji, relacji z innymi, czyli ogólnie wszystkich obszarów życia.

Dzięki temu przeżyty czas był pełniejszy, bogatszy i nie miałam już wrażenia, że coś mi umyka. A najlepsze jest to, że aby tego doświadczyć, nie musiałam jeździć w dalekie podróże, czy uczestniczyć w wielkich spotkaniach towarzyskich.

Wystarczyło po prostu być i przyglądać się.

 

W przyrodzie

Podobnie jak moja ulubienica Ania, jestem bardzo wyczulona na piękno natury. Kwietniowa wiosna zaatakowała rozkwitem owocowych drzewek, co zawsze wprawia mnie w pełen zachwyt. Pod koniec kwietnia spadło trochę deszczu, po którym drzewa po prostu wybuchły zielenią (i zaczął się już szykować do rozkwitu mój ukochany bez :)).

Z nielicznymi wyjątkami, praktycznie cały miesiąc był piękny i słoneczny, więc korzystałam z tego słońca jak tylko się dało. Temperatury powyżej 20°C w kwietniu to rzadkość, więc warto było spędzić te dni na zewnątrz (w miarę możliwości oczywiście). Z niecierpliwością wypatrywałam końca pracy, aby móc jeszcze skorzystać ze wspaniałej pogody.

Najczęściej odwiedzanym przeze mnie miejscem była plaża. Za każdym razem inna. Uwielbiam plaże nad otwartym morzem, gdzie jest mało, albo zupełnie nie ma ludzi. Najlepiej, kiedy można do niej dotrzeć przez świerkowy las (zapach drzew iglastych jest niesamowity). Wychodząc z lasu i widząc rozległą, pustą, białą plażę i czystą, niezmąconą wodę, serce aż śpiewa z radości. Do tego słońce i błękitne niebo. Więcej do szczęścia nie potrzeba.

 

Na blogu

Z uwagi na większą ilość czasu przeznaczoną na rozruszanie ciała po zimie i spędzanie tego czasu w większości poza domem, w kwietniu pojawiło się nieco mniej wpisów.

Lista kwietniowych tematów:

Z pamiętnika uważności: marzec – pierwszy z cyklu wpisów podsumowujących minione miesiące.

Sztuka wdzięczności – jak pokonać wewnętrznego krytyka wszystkiego i odnajdywać powody, dzięki którym nasze życie jest bogatsze.

Inne spojrzenie na work-life balance – czyli jak dbać o równowagę w życiu i nie pozwalać, aby praca przejęła nad nim panowanie.

Poza publikowaniem na stronie Projektu, nieustannie rozwijam fanpage bloga na Facebooku. Udostępniam tam ciekawe treści z innych stron oraz umieszczam własne przemyślenia, np. w postaci # zadanianadziś :)

Dbam również o blogowe konto na Instagramie. Tam jest już bardziej spontanicznie: trochę refleksji poprzeplatanych zdjęciami cennych dla mnie momentów.

 

W życiu

Moim największym postanowieniem na kwiecień była całkowita rezygnacja z kawy. Niestety… poległam :) Piszę to jednak bez większego żalu, bo kawa jest dla mnie wielką przyjemnością i właściwie nie chcę zupełnie z niej rezygnować. Ale ograniczyć się udało – obecnie najczęściej wypijam tylko jedną dziennie. I tak jest najlepiej :)

Co jeszcze poza kawą?

  • Jednym z kwietniowych eksperymentów były afirmacje. Postanowiłam sprawdzić na sobie, czy działają. Po miesiącu codziennego afirmowania rano i wieczorem, mogę z pewnością stwierdzić, że w moim przypadku działają. W sytuacjach, które kiedyś mnie denerwowały, teraz częściej odczuwam przypływ dobrego samopoczucia. Stałam się bardziej pogodna. Robię swoje, nie wymyślając sobie przeszkód i problemów. Tak więc, póki co, widzę same pozytywy.

     

  • Uczę się doceniać i dostrzegać to co pozytywne. Ograniczyłam narzekanie. Prowadzę dziennik wdzięczności. Zapisuję w nim małe i większe wydarzenia, wszystko za co jestem autentycznie wdzięczna. Lista dowodów, że w życiu dzieje się dużo dobrego, stale się wydłuża.

     

  • Wprowadzam dni bez mediów społecznościowych. Oznacza to wylogowanie z Instagrama i Facebooka na jeden cały dzień. Na razie są to dni losowe i robię to dość nieregularnie ale planuję wprowadzić porządek i wybrać jeden, stały dzień. Nie jestem fanatyczką mediów społecznościowych, ale lubię mieć takie dni, kiedy zupełnie tam nie zaglądam. Działa to na mnie niezwykle odświeżająco.

     

  • Prowadzę (na razie nierówną) walkę z rozpraszaczami. Jest mi naprawdę trudno robić coś nieprzerwanie przez np. godzinę. W mojej pracy etatowej jest to niemożliwe, rozpraszacze atakują z każdej możliwej strony i nie da się od tego odciąć. To niestety przekłada się też na pracę w domu (np. pisanie). Temat będę intensywnie kontynuować w maju, więcej wolnych dni, powinno być trochę łatwiej.

     

  • Zmagania z wiosennym przesileniem. O ile marzec pod tym względem upłynął bezobjawowo, to kwietniu nastąpił zupełny spadek mocy. Po wprowadzeniu kilku zmian (witaminy, lekkie śniadania, obowiązkowy kubek wody po przebudzeniu, dużo ziaren i suszonych owoców oraz codzienna aktywność fizyczna) pomału wracam do formy.
 

Im więcej się dzieje, tym dłuższe wydają się dni

Dzięki zwiększonej i urozmaiconej aktywności po pracy i w weekendy, dni wydawały się o wiele dłuższe. W niczym nie przypominały tych zimowych, ciągle takich samych. Im więcej się działo i im więcej miejsc odwiedzałam, tym lepsze było moje samopoczucie.

Kwiecień pozostawił po sobie wiele miłych wspomnień. Spacery po Gdańskiej starówce, puszyste pączki ze Starej Pączkarni, zbieranie bursztynów na plaży lub po prostu cieszenie się widokiem morza i białym piaskiem, niezadeptanym jeszcze przez turystów. Spacery po lesie, spotkania z sarnami, głośny i czysty śpiew ptaków. A do tego obsypane kwiatami drzewka w sadach i ogrodach. I nie, nie mam wrażenia, że nie wiem “jak i kiedy to zleciało”. Wręcz przeciwnie.

Zamykam kwietniową stronę pamiętnika. Nadszedł maj, a wraz z nim nowe doświadczenia, eksperymenty i wyzwania. Te zaplanowane i te, które pojawią się niespodziewanie. Jak zawsze zresztą. Ale o tym w kolejnej części, już za miesiąc :)


A jak kwiecień minął Tobie? Podziel się ze mną w komentarzu :)

4 komentarze

  • Avatar
    Ania W

    ostatnio również staram się bardziej czerpać przyjemność z każdego kolejnego dnia. Życie jest za krótkie, żeby przeciekało nam przez palce :)

  • Avatar
    Konsti

    Ja w kwietniu też zaczęłam stosować afirmację i teraz kontynuuję :) U mnie też działają, więc polecam ^^ I uwielbiam wiosnę, jak wszystko rozkwita, więc chętnie spędzałam czas na dworze podziwiając świat :D Pozdrawiam i chociaż maj zaczął się chłodnie, to kwitną kasztany :)

    • Marta
      Marta

      Afirmacje są super i na pewno zostaną ze mną na dłużej :) Kasztany kwitną wspaniale (nieodłącznie kojarząc się z maturami ;) Pozdrawiam i życzę cudownego maja :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *